Mrowiska okolic Warszawy

2011/12/05

Przejrzałem zbiór zdjęć nowych i nieco starszych i wydzieliłem z nich zdjęcia mrowisk. Mrowisko to ciekawe zjawisko. Jest to coś więcej niż tylko siedlisko zbioru mrówek. Ten zbiór małych owadów jest czymś więcej niż sumą tworzących go żyjątek. Stanowi system autonomiczny, zachowujący się jak odrębny, żywy organizm. Chociaż składa się ze zwierząt, sam przypomina roślinę: pozostaje w tym samym miejscu, z upływem czasu rozrasta się, czasem rozpada się i degeneruje – umiera.

Poniższe zdjęcia zostały zrobione w lasach Tarchomina, Lasach Legionowskich i Puszczy Białej w latach 2007-2011.

Leśnej Polanki przedpołudniem grudniowym

2011/12/04

Na Tarchominie, na wschód od Modlińskiej znajduje się ulica o dźwięcznej nazwie Leśnej Polanki. Jest to polna droga, biegnąca wzdłuż wydmy porośniętej lasem. Znajduje się tam wiele starych dębów o statusie pomników przyrody. Kilka z nich jest usytuowanych na skarpie wydmy, kilka bezpośrednio przy drodze. 2 dęby rosną kilkanaście metrów od drogi, przed ogrodzeniem domku. Pozostałe rosną na terenie zagrodzonym okolicznego osiedla, placu zabaw i ogrodzonym terenie na którym BARC ma wybudować osiedle-gigant pasujący do otoczenia jak pięść do nosa. Deweloper ma wyjątkowo złą opinię, słynie z budowania blokowisk zagrażających bezpieczeństwu mieszkańców oraz środowisku naturalnemu (aż huczy o tym lokalna prasa, z Echem Białołęki na czele – jeśli zachowały mi się gdzieś archiwalne numery, przytoczę cytaty). Jaki los spotka stare drzewa rosnące na tym terenie? Mieszkańcy są pełni obaw. Drzewa są zamknięte jak w klatce, nie można podejść blisko. Niestety, zapewne po zbudowaniu osiedla też nie będzie do nich dostępu, a przecież każdy powinien móc obejrzeć takie drzewa z bliska – co najwyżej dla ich bezpieczeństwa czasem potrzebne jest wygrodzenie strefy ochronnej. Na razie osiedle się w każdym razie nie buduje. Przyszedł kryzys, minęły czasy, kiedy ludzie czatowali po nocach w kolejkach, brali co popadnie i jeszcze w tyłek gotowi byli za to całować. Czy teraz znajdą się chętni na zamieszkanie w 30-piętrowym molochu na samych obrzeżach Warszawy? Czas pokaże. Ja zapraszam do obejrzenia skromnego zestawu zdjęć z wycieczki.

Park Wiśniewo, późna jesień 2011

2011/12/04

Teren leśny określany jako Park Wiśniewo znajduje się na Tarchominie (część Białołęki, dzielnicy Warszawy).  Jest on ograniczony ulicami Modlińską, Sąsiedzką, Podróżniczą i Żywiczną oraz terenem Szkoły Podstawowej nr  257 przy ul. Podróżniczej 11. NA terenie parku znajduje się grupa 14 dębów szypułkowych, chronionych jako pomniki przyrody. Większość z nich znajduje się wzdłuż ścieżki biegnącej równolegle do ul. Modlińskiej od ul. Podróżniczej (ścieżka zaczyna się zaraz za ciekiem wodnym) do Sąsiedzkiej.  W lasku jest sporo gęstych chaszczy. W roku 2008 grupka dzików urządziła w nim sobie swoje legowisko, regularnie strasząc dzieci chodzące do pobliskiej szkoły (z umiarkowanym efektem) oraz ich rodziców, zwłaszcza mamusie (tu panika była na całego, najwyraźniej instynkt macierzyński stoi w sprzeczności z trzeźwym myśleniem). Dziki nikomu krzywdy nie zrobiły, w okolicach Warszawy zdażył się tylko jeden atak, sprowokowany przez spuszczonego ze smyczy psa (puszczanie w lesie psów bez smyczy jest ciężkim przestępstwem, za które grozi nawet kulka w łeb, o czym niestety niewiele osób pamięta).  Potem nastąpiła akcja rozstawiania odłowni na dziki, do których zwierzaki nieszczególnie chciały wchodzić. Jedna z nich nadal jest na terenie lasku.

Obecnie losy parku są zagrożone, ponieważ deweloper chce tam coś wybudować. Pojawiały się pomysły osiedla, potem centrum handlowego, oczywiście z obowiązkowym parkingiem, bo leniuchy nie będą przecież chodzić na piechotę. Wszystko oczywiście z dołożeniem najwyższych starań, aby chronić przyrodę, ale wiadomo, ile takie starania są warte. Wielu deweloperów jest tak łasych na pieniadze, że własną matkę przerobiliby na kotlety, gdyby mieli możliwość na tym dużo zarobić. Dla starych drzew też nie mają litości, co wielokrotnie pokazali.

Chociaż buldożery jeszcze nie wkroczyły na teren parku, tonie on w śmieciach. Niemniej jednak rozłożyste korony dębów robią wrażenie. Poniżej galeria zdjęć w późnojesiennej tonacji.

Nowy blog turystyczny

2011/11/29

Rozpocząłem pisanie nowego bloga turystycznego w konkurencyjnym serwisie Blogspot. Zobaczę, który z nich będzie lepiej odpowiadał moim potrzebom. Na chwilę obecną opublikowałem 3 nowe wpisy w kategorii turystyka.

Planuję pewną specjalizację. Nowy blog będzie bardziej skoncentrowany na przewodnictwie turystycznym, ten zaś uzyska bardziej luźniejszy charakter. M.in. otworzyłem już nową kategorię dot. przyrody, gdzie będą m.in. galerie zdjęć przedstawiające drzewa pomnikowe oraz ścieżki przyrodnicze.

Jaki kubek zabrać w góry?

2011/11/02

Cykl porad sprzętowych zaczynam od tak niepozornego elementu ekwipunku, jakim jest kubek. Nie jest to ani szczególnie drogi, ani szczególnie strategiczny przedmiot. Jego brak utrudnia życie, niemniej jednak można się bez niego od biedy obejść. Dlaczego więc od niego zaczynam? Otóż robię to aby wylać swoje żale z powodu niewłaściwego wyboru, jakiego dokonałem.

Otóż przez pewien czas jeździłem w góry ze słusznych rozmiarów żeliwnym kubasem, mającym chyba z półtora litra pojemności. Mieścił on naprawdę sporo herbaty, z tym że nie zdarzyło mi się, aby ktoś mi nalał taką ilość do pełna. Niestety, był dosyć ciężki i nieporęczny. Dlatego wybrałem się do sklepu sportowego (by kupić cieplejszy śpiwór) i kupiłem za poradą miłego sprzedawcy kubek termiczny, jaki widać na poniższym obrazku:

Niestety był to wyjątkowo kiepski wybór. Początkowo byłem zadowolony – kubeczek jest lekki – ok. 200 gram, i herbatka trzyma w nim dłużej ciepło. To ostatnie okazało się bardziej wadą niż zaletą – herbatka stygnie w lecie za wolno i za długo trzeba czekać, zanim będzie się można zabrać do picia. W dodatku z tym czekaniem wiąże się dodatkowy problem na który początkowo nie zwróciłem uwagi – kubek ma całkowicie idiotyczny, nieprzemyślany kształt. Zwęża się ku dołowi, co czyni go wyjątkowo niestabilnym. Ustawienie go w taki sposób, żeby się nie przewrócił, jest sztuką samą w sobie. Kiedy już mnie udało się ją opanować, nadal przewracały go inne osoby, nalewając herbatę bądź zabierając swój kubek. Początkowo żartowałem, że ktoś zapomniał dołączyć do zestawu nasadki służącej do wbijania w ziemię, potem przestało mnie to już śmieszyć. Kubek okazał się całkowicie nieprzemyślany, nie nadający się do warunków terenowych i w dodatku nietrwały. Oto, co z niego zostało po zaledwie kilku wyjazdach:

I teraz najgorsze: ten żałosny szmelc kosztował 30 złotych!

A oto dobry wybór:

Kubeczek z Auchana za 4 złote. Waży niecałe 100 gram, jest bardzo wytrzymały (był ze mną na kilku dłuższych wyjazdach i się nie zniszczył). Herbatka w nim szybko stygnie i szybko nadaje się do picia, a jak jest za zimna, można kubeczek przystawić do ogniska, a nawet do niego włożyć – nic mu się nie stanie! Tani, lekki i wytrzymały – oto dobry zakup, który śmiało polecam każdemu!


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.