We Lwowie podczas 755-lecia miasta

Przyjechałem do Lwowa 7-go maja ok. godziny 15-tej czasu miejscowego prosto z gór razem z trasą Marka Króla i Juliusza Marszałka z SKPB. Ekipa wróciła do Warszawy, a ja zostałem na miejscu i zacząłem szukanie noclegu. Miałem ze sobą listę telefonów: kilka do różnych hoteli, kilka do osób z polonii, które chętnie przyjmują gości na nocleg. Już wcześniej próbowałem się na nie dodzwonić, ale bez skutków. Postanowiłem więc udać się do pani Stefanii z ul. Teatralnej (naprzeciw Katedry Łacińskiej) do której adres miałem i u której już raz się zatrzymałem z inną grupą SKPB.

Dotarłem tam bez większych problemów, jeśli nie licząc tramwaju, który pojechał inną trasą niż się spodziewałem (okazuje się, że we Lwowie wiele tramwajów ma inną trasę ‘tam’ i ‘z powrotem’, robiąć faktycznie okrążenie wokół centrum). Miasto było też dosyć zakorkowane. Na miejscu okazało się, że miejsc właściwie nie ma, aczkolwiek pani Stefania może mnie jedną noc przenocować (następnego dnia miała przyjechać grupa studentów z Kijowa). Hotele też są w całości pozajmowane – bo Lwów świętuje swoje 755-lecie, a obchody mają trwać aż do 9-tego!. Tymczasem ja miałem bilet wykupiony na 9-go wieczorem. Jednak zgodnie z tym, co słyszałem od ludzi, na ulicy nikogo polonia nie zostawi i po kilku telefonach zostałem skierowany do Ukrainki także przyjmującej gości, mieszkającej niedaleko, na ulicy Iwana Franka. Przy okazji dowiedziałem się też, dlaczego nie udawało mi się wcześniej dodzwonić. Zmieniły się niedawno wszystkie (!) lwowskie telefony. Numery, które otrzymałem od znajomych, a także te, które nadal (!) widnieją w internecie są zwyczajnie nieaktualne. Narzekając na naszą ‘tepsę’ pamiętajmy więc, że może być jeszcze gorzej! Zapisałem sobie jednak numery komórkowe, więc następnym razem mam nadzieję, że uda mi się dokonać rezerwacji bez problemu.

W gruncie rzeczy nie wyszedłem źle na tym zamieszaniu bo nocowałem w pokoju sam, dostałem klucz do mieszkania, a miejsce było w bezpośrednim sąsiedztwie centrum. Jednak zanim się ulokowałem na miejscu, była już godzina 19-ta, więc za późno na zakupy i zwiedzanie muzeów. Centrum jednak kipiało życiem, przeszedłem się więc rynkiem i Prospektem Swobody, zjadłem obiad w Pyzatej Chacie (róg Kościuszki i Siczowych Strzelców) oraz przespacerowałem się parkiem Iwana Franko.

Kolejny dzień zaplanowałem sobie dośc aktywnie. Zwiedziłem Park Zniesienia, pooglądałem widoki z Góry Lewa i poszedłem dalej do skansenu. Skansen Lwowski jest bardzo ładny i godny polecenia. Znajduje się w nim sporo chat i cerkwi z różnych regionów zachodniej Ukrainy, w większości z terenów górskich. Cerkwie niestety albo były pozamykane, albo odbywała się w nich msza święta, więc nie udało mi się obejrzeć ikonostasów (być może grupom zorganizowanym jest łatwiej, by specjalnie dla nich którąś z nich otwarto). Większość chat jednak była otwarta i można było obejrzeć wnętrza i sprzęty domowe gospodarstw chłopskich. Jest to cenne doświadczenie dla każdego wychowanego w naszym konsumpcyjnym aż do absurdu społeczeństwie. Każdego z nas otacza całe mnóstwo bardziej lub (w większości przypadków) mniej potrzebnych przedmiotów, tymczasem tamte domostwa charakteryzował pełen minimalizm. Było w nich tylko to, co potrzebne, i w takiej ilości, jaka była konieczna. W jednej z chałupek zostałem sfotografowany w kapelusiku i kożuszku góralskim przez panią z muzeum (usługa taka wymagała zakupu pamiątkowego znaczka z herbem Lwowa za 10 hrywien).

Po około 3-ch godzinach zwiedzania opuściłem skansem i poszedłem na miasto. Miałem zamiar sporo po nim połazić i dopiero wrócić na kwaterę, jednak trafiłem na bazarek przy ul. Podwalnej, przy którym sprzedawano książki. Ceny książek na Ukrainie są nieporównywalnie niższe niż u nas, więc nie zastanawiałem się długo i kupowałem, co mi przypadło do gustu. Książki nie mieściły się już w moim plecaczku i musiałem skoczyć do kwartery, żeby je tam zostawić i dopiero udać się na dalsze zwiedzanie. W drodze powrotnej minąłem Arsenał, w którym mieści się muzeum broni, a że temat mnie interesuje, udałem się tam w pierszej kolejności. Miałem szczęście, bo trafiłem na pana z muzeum, który opowiadał parze zwiedzających o eksponatach. Nie wiem, czy opowiadał gratis czy za dodatkową opłatą, ale przyłączyłem się i słuchałem z zainteresowaniem. Następnie udałem się do muzeum w Kamienicy Królewskiej. Tu również trafiłem na przewodnika, oprowadzającego tym razem większą grupę. Znowu nie zastanawiajac się, czy był specjalnie wynajęty stanąłem z boku i słuchałem. Miałem okazję obejrzeć m.in. wnętrze sekretarzyka (szafki z szufladkami, wewnątrz której były inne szufladki, a najsekretniejsze z nich otwierały się za pomocą sekretnej kombinacji) oraz posłuchać, jak działał gwiazdowy zegar kieszonkowego rozmiaru (takie cudeńka robiono kilka stuleci temu). Niestety już więcej muzeów nie udało mi się tego dnia zobaczyć, bo wstęp na ogół jest do godziny 17-tej. Zjazdłem obiad (znowu w Pyzatej Chacie) i pospacerowałem po rynku. Działo się sporo. Na Prospekcie Swodoby zebrali się ludzie, którzy śpiewali pieśni patriotyczne. Posłuchałem przez jakąś godzinę, a potem poszedłem na Rynek, gdzie odbywał się inny koncert z udziałem chóru miasta Lwowa i solistki nagrodzonej Nagrodą Szewczenkowską. Kupiłem też na stoisku książkę Oksany Zabużko ‘Muzeum porzuconych sekretów’ i Wasyla Szklara ‘Czarny Kruk’, co zmieniło moje plany na następny dzień (zrezygnowałem z wycieczki do Empiku na koniec miasta).

Kolejnego dnia zaplanowałem wizytę z księgarniach na Placu Mickiewicza. Po drodze znalazłem kantor z bardzo korzystnym kursem złotego (2,90 hr). Ogólnie kurs we wszyskich kantorach poza dworcowym był nieporównywalnie korzystniejszy niż w Warszawie, gdzie kupowałem hrywny za 0,38 PLN (a to i tak był najkorzystniejszy kurs w okolicy, przy zdzierstwie rzędu 10%). Miałem zamiar kupić turystyczne mapy Karpat, jednak nie udało mi się nigdzie dostać interesujących mnie regionów. Były tylko mapy z skali 1:200tyś i 1:300tyś (mam już takie). Za to wydałem resztę hrywien na inne pozycje, głównie książki typu ‘motywacyjno-biznesowego’ po rosyjsku. Następnie odwiedziłem jeszcze muzeum historyczne na rynku, gdzie znajdowały się eksponaty z czasów od epoki kamienia do połowy 1-go tysiąclecia naszej ery. Zostawiłem książki na kwarterze, dogadałem się, że mogę zostawić plecak do wieczora (z hotelu by mnie już zapewne wyrzucili) i poszedłem jeszcze na miasto. Tradycyjnie skoczyłem na obiad, potem pozwiedzałem bazarek przy Operze (były tam całkiem ładne ikony, z tym że nie wiem jeszcze, czy można je wywozić i jakie papiery trzeba wypełnić). Potem udałem się pod Plac Mickiewicza, gdzie miał być jakiś koncert, ale była impreza promocyjna lwowskiego browaru. Było w sumie też ciekawie, bo wziąłem udział w ceremonii otwarcia pierwszego na Ukrainie pomnika browarnika, w której uczestniczyli aktorzy ustylizowani na posągi (takich widuje się też czasem na warszawskim Starym Mieście). Browarnicy w pełni zasługują na swój pomnik, bo ich cech kiedyś utrzymywał własną basztę, przyczyniając się do wzmocnienia obronności miasta. Potem posłuchałem trochę koncertu folk-rocka na Rynku i wróciłem na kwarterę oddać klucze, spakować się i ruszyć na dworzec. Autobus przyjechał trochę po czasie podanym na bilecie (nie rozumiem czemu w takim razie kazali przybyć pół godziny wcześniej na dworzec).

W autobusie było dużo wolnych miejsc – ponad połowa. Spokojnie mogłem kupić bilet w dniu odjazdu. Na granicy było trochę upierdliwości, trzeba było 2 razy brać bagaże i przepuszczać je przez skanery (raz po ukraińskiej, raz po polskiej stronie). Łącznie cała odprawa trwała prawie 2 godziny. W Warszawie byłem już po 5-tej i załapałem się na 1-szy 509 spod dworca Stadion.

Podsumowując pobyt, dobrze jest przed przyjadem sprawdzić, czy w mieście nie odbywa się jakaś impreza (hotele będą wtedy przepełnione). Dobrze jest mieć numery telefonów na kwatery, najlepiej komórkowe (najmniejsza szansa, że się niespodziewanie zmienią). A jeśli znacie język rosyjski lub ukraiński – zaplanujcie sobie czas na odwiedzenie księgarni. Książki na Ukrainie są nieporównywalnie tańsze niż w Polsce!

Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.